Kalinkowski:Debiut przy Łazienkowskiej? Marzenie

Wywiad z byłym zawodnikiem Broni, który obecnie gra w Legii Warszawa. Zawodnik wspomina swoje czasy kiedy grał w naszym klubie. Czytaj więcej:

www.youtube.com/watch zobacz film z udziałem Bartłomieja Kalinkowskiego

legia.com: Po słabym początku rundy, zakończyliście rozgrywki III ligi na pierwszym miejscu w tabeli. Jako wielokrotny kapitan zespołu, chyba nie miałeś wątpliwości, że pojedziesz z drużyną na obóz?
Bartłomiej Kalinkowski: – Nie ukrywam, że docierały do mnie takie sygnały. To bardzo miłe uczucie, ale nie miałem pewności do samego końca. Nigdy nie wiadomo, czy twoja gra przypadnie komuś do gustu, czy trenerzy pierwszego zespołu zobaczą twoje wszystkie dobre występy. Dopiero jak ta informacja się potwierdziła, byłem spokojny i oczywiście szczęśliwy.

Co Tobie, indywidualnie, może dać obóz przygotowawczy z pierwszym zespołem?
– Na pewno motywację do jeszcze cięższej pracy. Pomijając motywację, samo podpatrywanie starszych zawodników daje mi bardzo dużo. Nie mówiąc już o wskazówkach trenera Berga, który był bardzo dobrym piłkarzem. Tylko plusy.

Mówisz, że możesz czerpać z doświadczenia starszych zawodników. Na kim najbardziej się wzorujesz?
– Nie mogę do końca powiedzieć, że na kimś się konkretnie wzoruję. Chcę mieć własny wykreowany styl gry. Od każdego zawodnika można się jednak czegoś nauczyć. Ivica imponuję agresywną grą, Daniel Łukasik wydaje się mieć oczy dookoła głowy, nie wspominając o umiejętnościach Miroslava Radovica. Warto podpatrywać, żeby pewne elementy potem umiejętnie wykorzystywać.

Miałeś okazję uczestniczyć w obozach juniorskich, ale teraz dostrzegasz pewnie jak wielka jest różnica w porównaniu do obozu pierwszego zespołu?
– Pamiętam jak jeszcze grałem w Broni Radom i obozy były organizowane w różnych małych wioskach. Zdarzało się mieszkać w dużych salach gimnastycznych, na stołówce dostawaliśmy wydzielone trzy plastry szynki. A teraz? Mieszkamy w takim pięknycm hotelu.

A na korytarzu mijamy Didiera Drogbę…
– I Sneijdera! I robimy sobie z nimi zdjęcia! (śmiech) Mówiąc poważnie, czuję, że spełniam nie tylko swoje marzenia, ale i spełniam siebie. Najważniejsze, żeby nie zwracać uwagi na tę całą otoczkę, bo liczy się przecież jedynie boisko. To jest priorytet.
Dlatego zostajecie po treningu, dopracowując różne elementy gry.
– Moim zdaniem w całym cyklu treningowym, taki cykl indywidualny powinien występować. Kilkanaście dodatkowych minut ćwiczeń nie spowoduje przecież wyjątkowego zmęczenia, a możemy na tym bardzo dużo zyskać. Powtarzanie kilkanaście razy jednego ćwiczenia zbliża nas do zamierzonego efektu. Ja na przykład na jednym z ostatnich treningów otrzymałem wskazówkę od trenera Berga dotyczącą prostego podania, która pomogła mi łatwiej zmieniać stronę boiska. Teraz mogę  sam wyjść na boisko i ten element dopracowywać

Jakie swoje najmocniejsze strony chciałbyś pokazać trenerowi Bergowi?
– Chciałbym pokazać przede wszystkim, że jestem bardzo ambitny. Nie zadowala mnie tylko to, że jadę na obóz z pierwszą drużyną Legii, cały czas chce się uczyć i rozwijać. Jest to rzeczywiście bardzo duże wyróżnienie, zdaję sobie z tego doskonale sprawę, ale przyjechałem tutaj, żeby powalczyć o pozostanie w pierwszej drużynie. Mam nadzieję, że trener dostrzeże we mnie zawodnika, który radzi sobie dobrze i w ofensywie, i w defensywie. Nie tylko dobrze odbierająego piłkę, ale z pomysłem na jej rozeganie.

Skoro jesteś już tak blisko, na pewno myślałeś o swoim debiucie. Jaki byłby więc Twój wymarzony debiut?
– Każdy debiut na stadionie przy Łazienkowskiej byłby idealny. Ranga spotkania nie ma znaczenia. Urodziłem się w Warszawie, pierwszym meczem, jaki zobaczyłem, był mecz Legii. Od momentu kiedy zacząłem grać w piłkę, moim największym marzeniem stało się zagranie chociaż jednego spotkania w barwach Legii. Pal licho, czy to Wisła, czy Real, czy Chojniczanka, liczy się tylko ten wyczekany debiut.

Jak oceniasz transfer Dominika Furmana?
– Ten transfer pokazał wszystkim młodym zawodnikom, że żadne drzwi nie są przed nami zamknięte. Dominik ciężką pracą zasłużył na grę w pierwszej drużynie, gdzie świetnie sobie poradził. Naturalne było, że w końcu wzbudzi zainteresowanie zagranicznych klubów. Legia nie musi być przecież ostatnim krokiem w naszej karierze. Tutaj już udowodnił, na co go stać, tam może się dalej rozwijać. Trafił do nowej ligi i musi zaczynać wszystko zupełnie od początku. Uważam, że dla niego był to idealny moment, a przy okazji zwolniło się jedno miejsce na tej pozycji… (śmiech).

Zwłaszcza, że konkurencja jest bardzo duża.
– Nikt nie wymieni Radovicia na Kalinkowskiego, nie ma takiej możliwości. Na mojej pozycji jest Ivica Vrdoljak, Daniel Łukasik, Helio Pinto. To zawodnicy z bardzo dużym doświadczeniem. Ivica z Helio mieli okazję grać za granicą, Daniel z kolei w naszej reprezentacji.

Młodzi piłkarze z Akademii stawiają sobie was jako wzór do naśladowania.
– Nie uważam, że osiągnąłem na tyle dużo, żebym mógł czuć się czyimś wzorem do naśladowania. Dla tych chłopaków jesteśmy na pewno namacalnym dowodem na to, że Akademia przygotowuje na wcześniejszy czy późniejszy kontakt z pierwszym zespołem.

Jadąc na zgrupowanie do Belek spełniłeś jedno ze swoich marzeń. Jakie są kolejne?
– Następnym idealnym krokiem w mojej karierze byłaby gra w „jedynce” i wspomniany wcześniej debiut na Łazienkowskiej. Na pewno szczytem marzeń jest dla mnie w topowej zachodniej drużynie. Liga nie ma znaczenia, ważne, abym stale mógł się rozwijać, a taki rozwój zapewnia gra z coraz lepszymi zawodnikami. Trener Berg, trener Magiera i trener Dębek pokazują nam urywki spotkań z zagranicznych rozgrywek, co świadczy o tym, że warto się na zawodnikach z zachodu wzorować.

Obserwujac twoją pasję nie mam wątpliwości, że za kilka lat możemy się spotkać w Londynie, Monachium albo w Madrycie.
– Byłoby mi bardzo miło! (śmiech).

PODOBNE WPISY