Broń Radom w ostatnich latach nie gustowała w obcokrajowcach. Próżno tu było szukać zawodników z Bałkanów, Afryki, czy zza wschodniej granicy. W lipcu ku zdziwieniu wszystkich na treningu pojawił się Kameruńczyk, Georghe Njofri Teboh. Koledzy z drużyny szybko zaakceptowali zawodnika, który jest bardzo otwarty i ma wyjątkową osobowość.
Georghe urodził się w niemal półmilionowym mieście Bamunda w zachodniej części Kamerunu. Nie miał łatwego dzieciństwa. Urodził się jako szósty, spośród siedmiorga rodzeństwa. Jego mama jest emerytowaną pielęgniarką, ojciec próbuje swoich sił w polityce, ale w opozycyjnej partii od lat nie udaje mu się zabłysnąć.
SZKOŁA SPORTOWA
Rodzice Georgha ledwie wiązali koniec z końcem, ale nigdy nie żałowali pieniędzy na edukację i rozwój dzieci. Napastnik Broni naukę rozpoczął w miejscowej Football School, czyli placówce podobnej do polskich szkół mistrzostwa sportowego. W Kamerunie trzeba było jednak sporo płacić za taką szkołę. Georghe był wyróżniającym uczniem zarówno w szkolnej ławce, jak i na boisku. Szybko trafił do seniorów największego klubu w swoim mieście, FC Bamunda, z którym awansował najpierw do drugiej, potem do pierwszej ligi. W międzyczasie powoływano go do kadry Kamerunu U 16 i U 17.
POLSKA ZAMIAST NIEMIEC
Menadżerowie z Europy często przyjeżdżali do Kamerunu „łowić” młode talenty.
– Marzył mi się wyjazd do Hiszpanii, czy Niemiec. Pewnego dnia mój znajomy zadzwonił do menadżera z Polski i polecił mnie. Bałem się tego wyjazdu. Nic nie wiedziałem o Polsce i Polakach. Wahałem się. Zdawałem sobie sprawę, że rodzice nie mają pieniędzy na moje utrzymanie i jedynym wyjściem jest wyjazd do Europy – opowiada Georghe Teboh.
Pierwszym polskim klubem Georgha była Korona Góra Kalwaria, która na półmetku ubiegłorocznych rozgrywek nie miała na swoim żadnego punktu. To w sporej mierze dzięki Tebohowi zespół zdołał wywalczyć 16 oczek, ale czwartej ligi nie udało się uratować. Kamruńczyk wpadł jednak w oko trenerowi Broni, Arturowi Kupcowi.
– Szybki, przebojowy z dobrą techniką, a co najważniejsze piłka szuka go w polu karnym – mówił o czarnoskórym napastniku szkoleniowiec Broni.
FANKI Z KORONY
Georghe Njofri Teboh bardzo szybko zadomowił się w Radomiu. Świetnie mówi po angielsku, więc większych problemów nie ma z komunikacją w zespole. Drużyna bez przeszkód go zaakceptowała, bo Teboh okazał się człowiekiem bardzo otwartym, uśmiechniętym, mającym dużo poczucia humoru.
Szybko też zadomowił się w Radomiu. Dostał od klubu, telewizor, komputer i nie ukrywa, że jest bardzo szczęśliwy.
– W Górze Kalwarii miałem nawet swoje fanki, które przychodziły na moje mecze. W ogóle polskie dziewczyny są chyba najpiękniejsze na świecie. Natomiast komputer jest mi przydatny, bo dzięki niemu mogę się komunikować z rodziną – opowiada Kameruńczyk.
Georghe nie ukrywa, że tęskni do domu. Najbardziej za mamą, bo uważa ją za wspaniałego człowieka. Tęskni też do starszej siostry i jej dzieci.
Kiedy spaceruje po Radomiu, ludzie oglądają się za nim. Ma jeszcze spore problemy z językiem polskim, ale zaznacza, że z tym jest coraz lepiej.
BYĆ WYJĄTKOWYM
– Tata mi zawsze powtarzał, że jeśli wyróżniam się w tłumie, to powinienem czuć się wyjątkowym człowiek. Radom to piękne miasto i czuję się tutaj znakomicie. Nie miałem żadnych większych nieprzyjemności dotąd. Raz tylko grupa jakiś pijaczków coś pod nosem mówiła o czarnej małpie, ale generalnie nie przejmuje się takimi uwagami. Jestem zachwycony polską gościnnością – dodaje.
Tebohowi wciąż marzą się Niemcy i Hiszpania. Wie jednak, że bez ciężkiej pracy nie osiągnie żadnych sukcesów. Już podczas sparingów Broni widać było, że pracuje często za dwóch.
– Piłka to całe moje życie. Wielka pasja. Chcę jak najlepiej grać w Broni, zdobywać gole i dawać ludziom radość, a sobie otworzyć furtkę na świat – dodaje z uśmiechem sympatyczny Afrykanin.
Georghe Teboh o meczu Polska – Kamerun
W środę piłkarska reprezentacja Polski rozegra mecz towarzyski z Kamerunem. Pojedynek odbędzie się w Szczecinie. Gdyby był bliżej, Georghe Teboh chciałby pojechać na mecz. Będzie oglądał pojedynek w telewizji. Na pytanie o rezultat spotkania odpowiada bez ogródek: – Znam problemy polskiej piłki nożnej. Moja reprezentacja grała na mundialu i ma wielu lepszych piłkarzy. Uważam, że każdy inny wynik niż wygrana moich rodaków będzie niespodzianką.
ŹRÓDŁO: Echo Dnia



