Mimo, że Mogielanka nie zdobyła jeszcze punktu w rozgrywkach ligowych, w pucharze wygrała już z czwarto ligowcami- Mazowszem i Pilicą i można było mieć lekkie obawy przed tym meczem, tym bardziej, że Broń znów wyszła na boisko w mocno zmienionym składzie w stosunku do tego w który występuje w lidze.
Jak to mogliśmy oglądać w poprzednich meczach, pierwsze ataki przeprowadził rywal – po pierwszej akcji Mogielanka wykonywała rzut rożny. Chwilę później mogło być 1:0 dla Broni- w całkiem niegroźnej sytuacji piłka wypadła z rąk bramkarzowi gospodarzy, Daniel Ciupińsk i nie zdążył do niej dopaść, by skierować ją do bramki.
Chwilę później mogło być 1:0 dla Mogielanki – po zgubieniu piłki przez obronę, Pawłowski dopadł do piłki , znalazł się sam na sam z Wojtkiem Molędą. Napastnikowi zabrakło zimnej krwi, a nasz bramkarz pewnie wygrał ten pojedynek. Aby oszczędzić niepotrzebnych emocji, nasi piłkarze mocniej przycisnęli – po chwili zakotłowało się na polu karnym po ładnej akcji lewą stroną i dośrodkowaniu Andrzeja Drachala, które przelobowało bramkarza, Norbert Rdzanek mógł strzelić swojego gola. Niestety, piłka odbiła się od bramkarza. Rzut rożny był już skuteczny – po dośrodkowaniu Marcina Cieślika, piłka spadła na głowę Damiana Sałka, który wykorzystał swój wzrost i mocno strzelił piłę głową w środek bramki. Przy takim strzale bramkarz nie miał szans. Po kliku minutach Cieślik przejął piłkę na 25 metrze od bramki i po strzale ziemią piłka znów znalazła się w siatce. Gdy wydawało się, że za chwilę padną kolejne gole, kolejna strata piłki przez naszych obrońców ( takich strat było sporo) spowodowała faul Ziętka polu karnym. Na szczęście piłka po strzale z „wapna” poleciała wysoko nad naszą bramką. To było ostrzeżenie, jednak nieco zlekceważone. Wprawdzie Broń atakowała- w 33 minucie Andrzej Drachal strzelił w słupek, ale chyba naszym piłkarzom wydawało się, że jest już po meczu. Zaprzeczeniem tego przekonania okazała się 37 minuta, gdy po kolejnej stracie piłki przez naszą obronę, Pawłowski ruszył zdecydowanie na bramkę i wykorzystał sytuację sam na sam z Molędą. Broń miała w pierwszej połowie przewagę, ale z jednej strony błędy obrony, z drugiej – zbyt duża chęć wjechania z piłką do bramki była przyczyną tylko jednbramkowego prowadzenia. Mogielanka mogła schodzić na przerwę z lepszym rezultatem, ale jej zawodnikom zabrakło opanowania podczas akcji pod naszą bramką.
W przerwie chyba piłkarze usłyszeli o konieczności większej ilości strzałów i większej skuteczności . Wynik nie był przesądzony, tym bardziej, że boisko mogło też pomóc w sprawieniu niespodzianki. Płyta wprawdzie wyglądała lepiej niż ta sprzed tygodnia w Kowali, ale było to bardzo zdradliwe- pod ładną trawą kryło się wiele nierówności. Na szczęście tuż obok obecnego boiska powstaje piękny stadion piłkarsko lekkoatletyczny ze sztuczną nawierzchnią i takie problemy odejdą w przeszłość
Zgodnie z zaleceniami trenera, druga połowa zaczęła się od mocnego uderzenia. Na boisku pojawili się Robert Rogala, Wojciech Kupiec i długo nie widziany w drużynie Broni Daniel Grymuła.
Po tym ostatnim było widać duży głód piłki. Jedna z pierwszych akcji drugiej połowy zakończyła się golem- to była piękna techniczna akcja zespołu, gdy po wymianie kilku podań z pierwszej piłki pomiędzy czterema naszymi zawodnikami, Andrzej Drachal znalazł się sam przed bramkarzem i pewnie skierował piłkę do siatki. Za chwilę po faulu z prawej strony boiska, Daniel Grymuła mocno wstrzelił piłkę w pole karne, tę chyba strzelał Rdzanek, a po odbiciu się od obrońcy spadła pod nogi Cieślika, który wepchnął ją do bramki. Był 4:1 i losy meczu były już przesądzone. Kilka minut później padł najładniejszy gol meczu – po mocnym uderzeniu zza pola karnego piłka wpadła do bramki, jednak sędzia odgwizdał spalonego. Gospodarze atakowali już rzadziej- w całym meczu jeszcze tylko trzykrotnie mogli zagrozić bramce- raz po rzucie wolny piłka przeleciała obok słupka, innym razem piłka strzelana z wolnego z linii pola karnego padła łupem Molędy, który jeszcze raz wygrał pojedynek sam na sam.
Mając więcej swobody, gdy przeciwnik już opadł z sił i nadziei na dobry wynik, Broń atakowała – po prawej stronie „ szaleli” Grymuła i Rdzanek, po prawej Drachal, bardzo dobry mecz rozgrywał Cieślik. To przyniosło kolejne efekty. Andrzej Drachal skutecznie czyhał na błąd obrony i udało mu się odebrać piłkę tuż przed polem karnym. Po minięciu kilku obrońców, piłka po strzale wylądowała w siatce. Za chwilę znów było gorąco pod bramką gospodarzy- najpierw Robert Rogala mocno strzelił, piłka minęła już bramkarza, ale tuż przed linią bramkową wybił obrońca, za chwilę strzał Rdzanka zawodnik ospodarzy wybił z linii bramkowej. Jednak do trzech razy sztuka – po raz kolejny dobrze dośrodkowywał Cieślik, a W. Kupiec tylko dołożył nogę i było już 6:1.
Do końca meczu było już spokojnie – nasi piłkarze wymieniali już tylko podanie gospodarze całkowicie stracili ochotę do gry.
Takie mecze jak dzisiejszy, to oprócz kolejnego pucharowego awansu są okazją do sprawdzenia piłkarzy, którzy nie grają w meczach ligowych. Na pewno swoją szansę wykorzystuje Norbert Rdzanek- znów rozegrał bardzo dobry mecz, tylko zabrakło szczęścia w strzałach na bramkę. Dobry mecz Marcina Cieślika i cieszący powrót na boisko Daniela Grymuły.
Za dwa tygodnie przed naszymi piłkarzami prawdziwa przeprawa- finałowy mecz w Wierzbicy z Orłem. Mecz, który może otworzyć drogę do gry w pucharach z drużynami z wyższych lig. Już dziś zapraszamy na 30 września na stadion Orła.
Zdjęcia z meczu można oglądać w Galerii



