Przegląd Sportowy o Przybysiu!

Kazimierz Przybyś nigdy nie pękał, nawet jeśli grał przeciwko światowym gwiazdom. Kiedyś jednak dał się ponieść emocjom. Sprowokował go Enzo Francescoli, as River Plate i urugwajskiego futbolu.
Przegląda Sportowy wspomina dziś reprezentanta Polski, wychowanka Broni Radom, mieszkańca naszego miasta Kazimierza Przybysia!
  • – Normalnie mnie opluł. Nie chcę, żeby to zabrzmiało buńczucznie, lecz po takim światowcu spodziewałem się większej klasy – wspomina Przybyś starcie z Enzo Francescolim
  • Polska przegrała wtedy to towarzyskie spotkanie z 1986 roku z River Plate 4:5
  • Przybyś karierę klubową kończył w Widzewie, wcześniej w elicie grał tylko w Śląsku. Występował więc w dwóch interesujących, charakternych drużynach

Takie mecze z udziałem Biało-Czerwonych zdarzają się bardzo rzadko, a w ostatnich dekadach nie ma ich w ogóle. Liczą się już wyłącznie gry międzypaństwowe i to o konkretną stawkę. W latach 80. było inaczej. Zdarzały się takie perełki jak towarzyskie starcie River Plate z reprezentacją Polski w lutym 1986 roku w Mar del Plata. Zespół Antoniego Piechniczka wybrał się do Ameryki Południowej, aby przygotowywać się do czekających cztery miesiące później finałów mistrzostw świata w Meksyku. Najważniejszym celem wyprawy był pierwszy w historii mecz z Urugwajem (2:2), ale potyczka z argentyńskim River Plate robiła może jeszcze większe wrażenie. To był topowy, legendarny klub, zresztą w tym samym roku zdobył Copa Libertadores i Puchar Interkontynentalny, a w składzie znajdowali się piłkarze, którzy na meksykańskim mundialu w podstawowej jedenastce Argentyny zdobywali złoto – bramkarz Nery Pumpido, obrońca Oscar Ruggeri, pomocnik Hector Enrique. No i był urugwajski napastnik Enzo Francescoli, zwany El Principe, czyli Książę.

Pełny tekst Antoniego Bugajskiego przeczytasz TUTAJ