Samo spotkanie nie zachwyciło. Mecz toczył się momentami w żółwim tempie, a przez dłuższy czas w grze Broni nie było widać żadnej poprawy. Na pierwszą akcję trzeba było poczekać aż do 26 minuty, Start dostroił się do poziomu przyjezdnych, W sumie oba zespoły nie stworzyły zbyt wielu sytuacji podbramkowych. W 74 minucie defensywa Broni zagapiła się, piłka po dośrodkowaniu przeszła wzdłuż linii bramkowej i doskoczył do niej Jarosław Kęsek i z najbliższej odległości trafił do bramki.
Na szczęście stracony gol podziałał na nasz zespół mobilizująco. Broń nie załamała się i ruszyła do ataku. Przyniosło to efekt w postaci gola w 87 minucie. Wojciech Kupiec uderzał z bliska, trafił wprost w bramkarza, a dobił futbolówkę Wojciech Gorczyca.
W dogrywce oba zespoły nie zagroziły poważnie bramce przeciwnika. Start i Broń nastawiły się bardziej na to, aby nie stracić głupiej bramki i tak dotrwały do serii rzutów karnych. Tutaj po raz kolejny w tym sezonie ponownie była Broń. Seria jedenastek to wcale nie loteria jak piszą niektórzy. Rzut karny jest elementem stałego fragmentu gry (jak wolny, czy rożny) i jeśli ktoś tego nie trenuje, to po prostu przegrywa.
Finał mazowieckiego Pucharu Polski jest w terminarzu zaplanowany na 2 lub 3 czerwca, a gospodarzem będzie Legia ME Warszawa. W sobotę 2 czerwca na stadionie Legii odbędzie się mecz Polska – Andora więc na obiekcie przy Łazienkowskiej tego dnia nie może się odbyć żaden inny mecz, nawet na bocznym boisku. Prawdopodobnie spotkanie rozegrane bęzie 3 czerwca na Pepsi Arena, lub Legia wskaże inny obiekt. Dzisiejszy półfinał z Hutnikiem, „Młoda” Legia rozegrała właśnie na głównym stadionie.



