Siedem minut, które wstrząsnęło Bronią

BROŃ RADOM -ŁKS ŁÓDŹ 1:4 (1:0)

bramki: LEśniewski - Ostalczyk 2, Patora,  Serwaciński

Wsyoka porażka z ŁKS, Broń prowadziła do 65 minuty 1:0, by w siedem minut strzacić trzy gole. Do 60 minuty byl to dobry mecz w wykonaniu naszej drużyny, później wszystko się posypało.
Relacja live: tutaj

Przez pierwszą godzinę meczu widzowie meczu z ŁKS Łódź mieli powody do chwalenia drużyny Broni. Nasi zawodnicy grali ambitnie, walczyli o każdą piłkę, grali czujnie w obronie nie pozwalając na zagrożenie bramki Młodzińskiego, który pewnie wyłpaywał nieliczne próby strzałów. Dobrze wyglądała gra w ataku: były strzały z daleka, próby zagrożenia bramki gości – do przerwy Broń zorganizowała kilka ładnych akcji, szczzególnej urody była dwójkowa akcja Adriania Dziubińskiego i Jana Kowalskiego – zawodników, którzy po raz pierwszy zaprezentowali się przed radomską publicznością. W końcu w 45 minucie po kontrze Dominikk Leśniewski zdobył gola. Również zaraz po przerwie gra duyny wyglądała dobrze- w 50 minucie dośrodkowanie Kowalskiego jeden z obrońców gości odbił tak, że piłka uderzyła w słupek jego własnej bramki. Do 60 minuty wszystko wyglądało naprawdę dobrze, ale co stało się potem – tego nikt nie umie wytłumaczyć, łącznie chyba z samymi piłkarzami Broni. Mecz zaczął przypominać pojedynek bokserów, gdzie po kilku wyrówananych rundnach jeden z nich na chwilę zapomniał o gardzie i dostał nkautujące ciosy. Między 64 a 71 minutą straciliśmy trzy gole po błędach obrony, nie upilnowaniu poszczególnych zawodników. Próby zmniejszenia straty zakończyły się kolejną kontrą ŁKS-u i czwartą bramką. Dzisiaj ŁKS wygrał…ławką rezerwowych. Trzy z czterech goli zdobyli zawodnicy , którzy weszli do gry w drugiej połowie.Sytacja naszej drużyny staje się naprawdę dramatyczna i trudno powiedzieć co będize dalej. Dwa mecze pod rząd z bagażem czterech bramek na pewno są mocnym obciążeniem. 
Słowa uznania dla kibiców, którzy mimo niepowodzeń przez cały mecz dopingowali swoją drużynę.