Z czego wynikała słaba gra? Na to pytanie nikt nie potrafi odpowiedzieć. Być może po środowym meczu pucharowym i wygranej 11:1 niektórym mogło się wydawać, że mecz sam się wygra.
Już akcja z 2 minuty mogła być ostrzeżeniem. Zawodnik Startu wychodził sam na sam i dobrze, że w bramce mamy Pawła Młodzińskiego.
Z czasem nasza Broń miała ogromną przewagę, była więcej w posiadaniu piłki, ale sytuacji podbramkowych było jak na lekarstwo. Tak zwanych „setek” nie było wcale. Jedynie przy stałych fragmentach obrońcy Startu mieli dużo szczęścia, że nie trafiał Damian Sałek.
W 37 minucie zła interwencja naszej defensywy, nieprzepisowo powstrzymywany napastnik i dobrze prowadzący te zawody arbiter z Siedlec podyktował rzut karny dla Startu.
Kazda kolejna minuta sprawiała, że Broń nerwowo atakowała, nie potrafiła wymienić 3-4 celnych podań. Z przodu nie było ruchy, pomocnicy nie mieli jak uruchamiać napastników, nie było żadnego zagrożenia. Goospodarze ograniczali się do wybijania, leżenia na boisku, choć przeprowadzili też dwie kontry.
W końcu w 82 minucie po dośrodkowaniu z prawej strony nie upilnowali Damiana Sałka, ten wsadził głowę i trafił do siatki.
Nastąpiły jeszcze ostrzejsze ataki na bramkę miejscowych. W 90 minucie Przemek Nogaj ograł w polu karnym jednego obrońcę, odwrócił się w stronę bramki..i został cięty przez obrońcę. Ewidentny kolejny karny i pewnie wykonana „jedenastka” przez Lesniewskiego. Ufff..co za nerwy. Broń wciąż niepokonana, ale o samym meczu trzeba jak najszybciej zapomnieć.



