Kiedy się traci gola w doliczonym czasie gry, to pierwsze co nasuwa się na myśl to „wróciły stare grzechy”. Jednak po takim meczu możemy z niecierpliwością obserwować jak rozwinie się ten zespół. Jeśli każdy kolejny mecz ma być lepszy, to już nie możemy się doczekać najbliższych meczów Broni Radom.
Za nami inauguracja nowego sezonu w trzeciej lidze. Zremisowaliśmy 2:2 ze spadkowiczem z drugiej ligi, Olimpią Elbląg. Niedosyt jest, bo wygrana uciekła w ostatnich sekundach, ale z drugiej strony, ta drużyna dopiero się tworzy i jeśli będzie tak grać, jak przez prawie 70 minut, to będziemy mieli jeszcze wiele powodów do zadowolenia. Olimpia długo nie miała pomysłu na zagrożenie bramki Broni. Nasza drużyna zagrała uważnie w obronie, odważnie w kontratakach, a nowy trener Maciej Jarosz nieco przemeblował taktykę i system gry.
Duża intensywność, duchota, ale też dobre zmiany u rywala, sprawiły, że w ostatnim kwadransie już przy stanie 2:1 gości przejęli inicjatywę. Szkoda zaprzepaszczonej okazji Kacpra Noworyty, bo przy stanie 3:1, byłoby już praktycznie po meczu. Szkoda również sytuacji rywala na 2:2, ale to już historia.
Więcej w tym meczu było pozytywnych aspektów. Miło było patrzeć na ambitnych i bardzo zaangażowanych zawodników Broni. Widać było, że wielu z nich debiutowało i chciało jak najlepiej pokazać się przed liczną tego dnia publicznością. Na taki zespół chce się patrzeć, na takie mecze chce się jeździć i już nie możemy doczekać się wyjazdu do Bełchatowa!



