Za nami pierwszy mecz w Decathlon 4 lidze. Broń Radom zremisowała 0:0 z Makowianką w Makowie Mazowieckim. Oczywiście chciałoby się więcej, chciałoby się lepiej, ale mocne drużyny nawet na szczeblu regionalnym nie rodzą się z dnia na dzień. Trzeba być cierpliwym, trzeba wierzyć i dać szansę tej drużynie, bo jesteśmy pewni, że przysporzy nam ona jeszcze wiele radości.
Na boisko w Makowie od pierwszych minut wyszło aż ośmiu debiutantów. Poza Adrianem Dziubiński, Marcelem Nowocinem i Kacprem Dąbrowskim, nikt nie grał w Broni, a Jakub Holak z rocznika 2009 w ogóle debiutował w zespole seniorów. Pozostali znają się ze sobą od miesiąca, niektórzy nawet mniej. Ponadto ze względu na kontuzje w składzie zabrakło Romana Mykytyna i Cypriana Cielocha. Poza tym czterech nowych piłkarzy potwierdzonych zostało w związku piłkarskim w ostatnich godzinach w piątek popołudniu. Trener Hubert Błaszczak miał niewiele ponad miesiąc aby zmontować skład. To nie jest tłumaczenie, to są fakty. Wierzymy jednak, że wiele sukcesów rodzi się w bólu i ten również taki będzie. To co najgorsze w tym roku, jest już za nami i mamy nadzieję, że jeśli tylko zdrowie pozwoli, będzie już tylko lepiej.
Pierwsze minuty z Makowianką właśnie wyglądały tak jakby drużyna nigdy w życiu ze sobą nie grała. Gospodarze mocno nacisnęli i już na początku mieliśmy sporo szczęścia, że nie wpadł gol dla Makowa. Z biegiem czasu było już trochę lepiej. Broń uporządkowała szyki, zaczęła atakować coraz śmielej. Dwukrotnie przed przerwą Adam Imiela mocno uderzał z dystansu, bramkarz Makowianki bronił z problemami. Swoją szansę miał też Maciej Radaszkiewicz, ale był minimalnie na spalonym.
Po przerwie Broń była już dłużej na połowie rywala. Nieźle wytrzymała te zawody fizycznie i wydawało się, że w końcówce coś wpadnie. Od 60 minuty nasz zespół praktycznie nie schodził z połowy rywala, choć trzeba zaznaczyć, że Makowianka miała jedną szansę przy której świetną obroną wykazał się nasz bramkarz Kacper Górski. W kilku sytuacjach można mieć pretensje do graczy za złe wybory, złe rozegranie, brak strzału w wybornej okazji, ale tu wyszło właśnie słabe zgranie drużyny, które przyjdzie z czasem.
Niestety plany pokrzyżowała druga żółta kartka Bogdana Mytsyka. Interweniował wślizgiem na 25 metrze. Co prawda trafił w piłkę, ale też ostro w rywala i sędzia ukarał go drugą żółtą kartką. Ostatnie 10 min (wraz z doliczonym czasem) graliśmy już w osłabieniu i wybroniony remis trzeba szanować.
Makowianka pokazała, że nie jest słabym zespołem, a IV liga dla Broni nie będzie spacerkiem. Czekamy na mecz domowy! Już teraz serdecznie wszystkich zapraszamy na sobotę, na godz. 17 na spotkanie z Talentem Warszawa. We wtorek planowana jest sesja fotograficzna, po której zaprezentujemy wszystkich zawodników. Mimo spadku z ligi, liczymy na tych kibiców, którzy są z Bronią na dobre i złe!



