Wracamy z naszym cyklem podsumowującym ligowe mecze. Wiosną nie było większych powodów do krytyki zespołu, nawet jak nie szło. Widać u zawodników chęć gry, sportową złość, widać ambicję i to są cechy, które bardzo się ceni. Wszak nie ma nic gorszego jak przegrać i nie podjąć walki.
W Tomaszowie Mazowieckim poza pierwszym kwadransem i ostatnimi minutami Broń była zespołem lepszym, bardziej poukładanym i konkretniejszym. Jak najbardziej zasłużenie prowadziliśmy 2:0. To nasz zespół stwarzał sobie więcej szans do zdobycia bramek. Lechia jedynie na początku próbowała narzucić swoje tempo i warunki, ale nie stworzyła sobie w tym czasie żadnej konkretnej sytuacji.
Po rozegraniu rzutu rożnego udało się objąć prowadzenie. Najbardziej doświadczony w kadrze Dima Baszlaj wrócił po pauzie za kartki. Wprowadził spokój w defensywie, strzelił też gola sprytnym strzałem. Na 2:0 podwyższył kapitan, Sebastian Kobiera, który wykończył ładną akcję drużyny, dostał piłkę na przedpolu i ładnie płaskim strzałem zmieścił piłkę w siatce.
Lechia poczuła „krew” dopiero po zdobyciu kontaktowej bramki. Nasz zespół dał się zepchnąć do głębokiej defensywy i do 94 minuty skutecznie się bronił. I znowu ta feralna akcja. W doliczonym czasie już po raz czwarty w tej rundzie tracimy punkty (z Jagiellonią II, Świtem i Łomżą). W tych dwóch ostatnich meczach zespół niewiele mógł zrobić, bo przy stałych fragmentach czasem decyduje ułamek sekundy. Jednak w Tomaszowie do drużyny można mieć wiele pretensji, bo Lechia wyprowadzała piłkę ze swojej połowy. Przeprowadzała kontrę, a sędzia miał już gwizdek w buzi. Można było sfaulować, pociągnąć za koszulkę, nawet kosztem kartki. Pozwoliliśmy dośrodkować do groźnego i nieobstawionego Pieńkowskiego. Nie można się dziwić reakcji trenera, że był wściekły po meczu.
Zespół ma nad czym pracować, bo kiedy się lawinowo traci gole w 90 minucie to przyczyn może być kilka. Sztab szkoleniowy ma teraz sporo pracy, aby dokonać analizy szczególnie ostatniej akcji meczu w Tomaszowie. Bo jedną akcją zespół zamazał to na co pracował 90 minut, a było wiele powodów, aby Broń pochwalić za całe spotkanie.
Teraz przed nami dwa domowe mecze (z Wartą w piątek i Bełchatowem w środę). O dziwo o twierdzy przy N9 zapomnieliśmy, bo przegraliśmy mecze domowe z Jagiellonią II i Unią, za to na wyjazdach w trzech ostatnich meczach nie przegraliśmy i gramy w delegacji coraz lepiej. No prawie wygraliśmy…gdyby nie ta 90 minuta.



