Obawialiśmy się tego meczu. Broń jechała na gorący teren, gdzie nikt jeszcze nie wygrał od 15 spotkań, a w środę nie zdołał tam wygrać nawet zespół z ekstraklasy (Motor). Wiadome było, że skierniewiczanie będą czuć w kościach 120 minut meczu, a z przodu może brakować Kamila Sabiłło, najlepszego strzelca Unii.
Broń przegrała mecz, ale już dawno po porażce zamiast złości i frustracji można było czuć smutek sportową złość. Nasz zespół naprawdę zagrał dobry mecz. Walka przez całe 90 minut, dużo fajnych, ofensywnych akcji. Przede wszystkim fajne, ofensywne podejście, bez respektu i obaw. W pierwszej połowie blisko zdobycia bramek byli Sebastian Kobiera, Eryk Jarzębski, Patryk Jakubczyk. Unia też miała swoje okazje, bo między innymi poprzeczka uratowała nas przed stratą bramki.
Pierwsze 15 minut drugiej połowy to koncert gry naszej drużyny. Świetne akcje Jakubczyka, no i wreszcie gol Wiktora Putina w 59 minucie.
Szkoda, że gdzieś uciekła koncentracja po zdobytej bramce i w momencie gdy zawodnik Unii dostał czerwoną kartkę, bo tego meczu nie powinniśmy przegrać. Szkoda też zaprzepaszczonej okazji Kuby Piwowarczyka w 87 minucie, bo wynik byłby odwrotny 1:2.
Zespół Broni podziękował kibicom za przyjazd i zszedł do szatni ze spuszczonymi głowami. Było widać zdenerwowanie i nie można się dziwić. Bardzo ciężko pracowali na to, aby do domu nie wracać z pustymi rękami. Tym bardziej było szkoda.2
Pewnym pocieszeniem na pewno jest fakt, że zagraliśmy jedno z najlepszych spotkań na wyjeździe w tej rundzie. Na takiego rywala jak Unia może to było za mało, ale w kolejnym meczu widzimy Broń walczącą, grającą coraz lepszy futbol, stwarzającą coraz więcej sytuacji. W piątkowy wieczór z Lechią Tomaszów Mazowiecki na swoim boisku może być jeszcze lepiej.
Widzimy się o godz. 19.26!



