Wynik jak z marzeń

Wysoką wygraną 4:0 nad Oskarem Przysucha nasi piłkarze rozpoczęli nowy sezon. Na taki wynik chyba mało kto liczył. Co prawda Broń była faworytem tego pojedynku, ale różnica goli budzi szacunek. Trzeba jednak dość ostrożnie podchodzić do tego, bo w pierwszej połowie nie była aż tak zachwycająca.

FOTOGALERIA TUTAJ

Przed przerwą gra była szarpana. Brakowało płynności, mnożyły się straty, niecelne podania. Może to padający deszcz, a może presja meczu sprawiły, że Broń miała spore problemy ze stwarzaniem sobie sytuacji podbramkowych. To gospodarze stworzyli sobie dwie świetne okazje do strzelenia bramki i tu wielkie podziękowania należą się Pawłowi Młodzińskiemu, który uratował zespół od straty gola.

Tuż przed przerwą po rozegraniu rzutu rożnego Broń zdobyła gola. Piotr Dobosz uderzał, jeden z piłkarzy jeszczse zmienił kierunek i piłka wpadła do siatki. Powtorki pokazują jednak, że bardziej był to samobój niż strzał Piotrka.

W drugiej połowie od pierwszych minut zobaczyliśmy już zupełnie inną Broń. Było sporo szybkich akcji, sporo się działo pod bramką gospodarzy i tylko kwestią czasu było, kiedy wpadnie gol. W 55 minucie za drugą żółtą kartkę musiał zejść Adam Najdzik. Przypomniało nam się trochę wiosenne spotkanie, kiedy też padało i też Broń grała z przewagą jednego zawodnika. W 61 minucie po dokładnym dośrodkowaniu Dominika Leśniewskiego, Arkadiusz Oziewicz szczupakiem pokonał bramkarza Oskara.

Przy stanie 0:2, grając z przewagą nasz zespół trochę niepotrzebnie narobił sobie „smrodu”. W 80 minucie sędzia podyktował rzut karny. Paweł Młodziński po raz kolejny pokazał klasę i obronił uderzenie Jakuba Sapiei.

Niestrzelony karny kompletnie podciął skrzydła przysuszanom, którzy w ostatnich minutach byli już pogodzeni z losem i praktycznie grali na stojąco. Po kolejnej ładnej akcji Oziewicz dostał piłkę, znalazł się sam na sam z bramkarzem, położył golkipera i trafioł do pustej bramki.
Ledwie gospodarze rozpoczęli od środka, a Bartłomiej Książek wykorzystał błąd bramkarza gospodarzy, ograł go i i ustalił wynik meczu.

Nie tylko Książek zaliczył dobre wejście. Na boisko weszło czterech zawodników i każdy dał dobrą zmianę i pomógł drużynie. To potwierdza, że trener Dariusz Różański nie musi się martwić o ławkę. To co zwraca uwagę, to też zajadłość i charakter. Fajnie było popatrzeć na tak walczących piłkarzy.
W środę o godz. 18 mecz ze Spartą Jazgarzew. Liczymy na kolejne zwycięstwo i dobrą grę.